POGRZEBY ZESZŁY DO SZAREJ STREFY

Rynek funeralny jest nieuregulowany, a ustawa, na której się opiera, ma prawie 100 lat. Szara strefa rośnie, co prowadzi do szokujących praktyk.

GAZETA WYBORCZA
Autor:JUSTYNA SOBOLAK

Rynek funeralny jest nieuregulowany, a ustawa, na której się opiera, ma prawie 100 lat. Szara strefa rośnie, co prowadzi do szokujących praktyk. Z danych, które uzyskała Wyborcza.biz z Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, wynika, że sektor funeralny wart jest ponad 9,1 mld zł. To szacunkowa kwota obliczona na podstawie średniej wartości pogrzebu, usług grabarskich i cmentarnych. Na rynku działa około 4 tys. zarejestrowanych firm.

Zatrudniają przygodne osoby, płacąc im „dniówkę”. Stawki są różne, najczęściej 100-150 zł.

Ewenement na skalę światową

A zająć się organizacją pogrzebów jest w Polsce niezwykle łatwo. Może to robić niemal każdy, bez żadnego certyfikatu, szkolenia czy urzędowej zgody. Wystarczy odpowiedni wpis w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Nawet nie mając żadnego zaplecza poza biurem, w którym przyjmowane będą rodziny zmarłych, można oferować obsługę pogrzebu. To powoduje wysyp jednoosobowych działalności gospodarczych, które nie zatrudniają pracowników, nie posiadają chłodni ani elementarnych warunków, by godnie zajmować się zmarłymi. – Jeszcze przed pandemią zmarł mój wujek. Umowę z firmą pogrzebową podpisaliśmy w szpitalu, ktoś z personelu nam ją polecił. Pojechaliśmy zawieźć ubrania do przebrania i dać rzeczy osobiste, aby zostały włożone do trumny. Jak się okazało, „chłodnia” była tylko lekko przerobioną stodołą, a poza firmą pogrzebową pod tym samym adresem mieścił się parking dla tirów. Byliśmy przerażeni tym widokiem, który w żaden sposób nie licował z powagą sytuacji – opowiada pani Małgosia. To nie jest odosobniony przypadek. W pandemii wiele osób zwietrzyło interes w chowaniu zmarłych. – Mamy do czynienia z bardzo dużym wysypem, szczególnie teraz, w okresie covidowym, firm jednoosobowych, które dziwnym trafem świadczą usługi pogrzebowe, nie zatrudniając nikogo. To ewenement na skalę światową – zauważa Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Jak więc takie firmy organizują pogrzeby? Zatrudniają przygodne osoby, płacąc im „dniówkę”. Stawki są różne, najczęściej 100–150 zł. Takim pracownikiem jest Dariusz, mieszkaniec jednego z podkarpackich miast. Dorabia w ten sposób do renty. Jest pracownikiem na telefon. – Jak jest zlecenie, to dzwonią i jadę. Najczęściej zajmuję się tylko obsługą pochówku. Wnoszę trumnę do kościoła, wynoszę, noszę wieńce, kwiaty, umieszczam trumnę w grobie. Zwłokami bezpośrednio się nie zajmuję – zapewnia. Taki zarobek „na lewo” pozwala mu w miesiącu otrzymać niezły dodatek do renty.

Zwłoki w stodole albo garażu

Bazowanie na przygodnych osobach to tylko jeden z problemów związanych z nieuregulowanym rynkiem funeralnym. – Konsekwencją istniejących luk regulacyjnych jest występowanie licznych patologii. Firmy przetrzymują zwłoki w przygodnych garażach, stodołach. To się dzieje w Polsce. Zdarza się, że wożą zwłoki do szpitali, gdzie nielegalnie przetrzymują je w chłodniach, zawierając ciche porozumienia z pracownikami – mówi Robert Czyżak. Problem, jak twierdzi, jest poważny. W powiecie wyszkowskim, w którym działa, funkcjonuje kilka firm pogrzebowych, a tylko dwie posiadają odpowiednie warunki do przechowywania, przygotowania zwłok i zatrudniają pracowników. – Kiedyś mój pracownik pojechał po odbiór zwłok do jednej z firm. Wszedł i nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Dwie osoby ubierały zmarłego na biurku. Takie historie się zdarzają. Osobiście znam mężczyznę, który prowadzi jednoosobową firmę i ma samochód, który nie spełnia żadnych wymogów. To 7-osobowy van. I on tym vanem w niedzielę wozi rodzinę do kościoła, po czym w poniedziałek składa fotele i przewozi nim zwłoki. Znam też przypadek mężczyzny, który prowadzi warzywniak. Rano jedzie dostawczakiem po warzywa, po południu przewozi tym samym samochodem zwłoki – twierdzi prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Takie działania szokują tym bardziej w obliczu pandemii. – Mamy telefon z prośbą o odebranie zwłok z domu prywatnego. Nie mamy wiedzy, czy tam jest ktoś objęty kwarantanną, a może zakażony. Wiemy tylko, że osoba, której zwłoki mamy odebrać, nie umarła, według oświadczenia rodziny, na koronawirusa, ale nie wiemy, czy inni członkowie nie są zakażeni. My, jako profesjonaliści, jedziemy w pełnym rynsztunku, zabezpieczeni. Ale firmy jednoosobowe wysyłają przypadkowe osoby. Odbierają ciało i składają nie wiadomo gdzie. Później takie osoby wracają do obiegu społecznego i roznoszą wszystkie zarazki, jakie mogły zebrać – mówi Robert Czyżak.

„Nie ma co kontrolować”

Z funkcjonowaniem takich firm niewiele można zrobić. Robert Czyżak wielokrotnie próbował zainteresować sprawą sanepid, zgłaszał też problem Krajowej Administracji Skarbowej. – Z ust pracowników sanepidu słyszałem, że nie skontrolują danej firmy, bo tam „nie ma czego kontrolować”. Wskazywaliśmy KAS, że jeżeli mamy do czynienia z firmą jednoosobową, która wystawia fakturę za usługę pogrzebu, to tę usługę ktoś musi wykonać. Najczęściej biorą w niej udział cztery osoby. Jak to możliwe, że nie pracuje tam nikt? – zauważa. O nieprawidłowości w branży funeralnej pytamy Główny Inspektorat Sanitarny. – W ostatnich trzech latach do GIS nie wpływały interwencje rodzin osób zmarłych dotyczące przechowywania zwłok w sposób niewłaściwy, sugerujący wręcz ich bezczeszczenie, tj. przechowywanie np. w stodołach czy garażach. Państwowi inspektorzy sanitarni również nie zgłaszali do GIS występowania – na obszarach będących pod ich nadzorem – takich nieprawidłowości – informuje Szymon Cienki, rzecznik prasowy GIS. Zapewnia, że Państwowa Inspekcja Sanitarna kontroluje na bieżąco przedsiębiorców z branży pogrzebowej wpisanych do CEIDG. Podejmowane są też kontrole interwencyjne w związku z doniesieniami dotyczącymi występowania nieprawidłowości m.in. w zakresie postępowania ze zwłokami. – W trakcie kontroli sanitarnej weryfikowane jest przestrzeganie przepisów określających wymagania higieniczne i zdrowotne, w szczególności dotyczące utrzymania należytego stanu higienicznego obiektu/środka transportu, jak również przepisów dotyczących bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. W trakcie przeprowadzanych czynności kontrolnych w domach przedpogrzebowych szczególnej ocenie podlegają pomieszczenia przeznaczone do przygotowania zwłok do pochówku – przypomina rzecznik GIS.

960 mln zł strat każdego roku

Choć problem nie jest nowy, to dopiero teraz udało się przekonać rządzących, że konieczna jest zmiana obowiązującej obecnie ustawy dotyczącej branży funeralnej. Ta, na której teraz opiera się sektor, pochodzi z lat 30. XX w. Być może na rządzących podziałały liczby. Polska Izba Branży Pogrzebowej wraz z Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej policzyli, że szara strefa może kosztować budżet państwa 960 mln zł w skali roku. W obliczu poszukiwania pieniędzy potrzebnych do łatania dziury budżetowej te liczby mogą robić wrażenie. Projekt ustawy już jest i wrócił z konsultacji. Z nieoficjalnych informacji wyborcza.biz wynika, że PiS do sprawy wróci tuż po nowym roku. Prace wstrzymał kontrowersyjny zapis, zgodnie z którym wszystkie nagrobki stałyby się własnością cmentarzy, a nie osób, które je postawiły. Pomysł skrytykowała Rada Prawna Konferencji Episkopatu Polski. „Kościół nie ubiega się o przyznanie mu własności pomników” – cytowała fragmenty uwag KEP „Rzeczpospolita”.

Koroner i e-karta zgonu

Co zmieni nowa ustawa? Uregulowana ma zostać w niej sprawa funkcjonowania domów pogrzebowych. Ustawa określa, że dom pogrzebowy powinien być wyposażony w pomieszczenie do przechowywania i przygotowania zwłok, mieć do dyspozycji karawan i minimum cztery miejsca w chłodni. Polska Izba Branży Pogrzebowej zaproponowała minimalne zatrudnienie czterech osób. Na razie nie wiadomo, czy PiS przychyli się do tej propozycji. Uregulowana zostałaby także kwestia funkcjonowania krematoriów. Powstać ma jednolity druk certyfikatu kremacji oraz obowiązek raportowania do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska danych dotyczących emisji spalin. Wprowadzony ma być też numer porządkowy kremacji, co ma znaczenie w kontekście pojawiających się niekiedy pytań o autentyczność przekazywanych rodzinom prochów osób zmarłych. Branża domaga się także zniesienia obowiązku tzw. odprawy konsularnej w polskich placówkach dyplomatycznych w przypadku przewozu osób zmarłych z zagranicy. Obecnie trzeba pokonywać nawet kilkaset kilometrów od miejsca zgonu do placówki konsularnej, co stanowi niepotrzebny dodatkowy koszt, którym obciążane zostają rodziny zmarłych. Powstać ma także e-karta zgonu i powołana instytucja koronera. Ten miałby stwierdzać zgon poza szpitalami i ośrodkami pomocy społecznej. Teraz na stwierdzenie zgonu czeka się nawet kilkanaście godzin. Jaki będzie ostateczny kształt ustawy, przekonamy się dopiero w styczniu. Branża liczy, że PiS nie porzuci planów i doprowadzi sprawę do końca. Im szybciej, tym lepiej.

Previous Post
Next Post